Spełniony sen

W kameralnie oświetlonej sali migocą na stolikach świece.
W otoczeniu kwiatów stojących w wazonach i kieliszków z czerwonym winem ich migocące płomyki tworzą czarowny nastrój. Migocą kolorowo odbite w szkle, a cicha spokojna muzyka płynie spod klawiszy i podkreśla urokliwą atmosferę.
Zapatrzony we własne myśli, pozwalam tańczyć palcom po klawiaturze w rytm bicia serca. W każdej nucie brzmi moja ukryta tęsknota, ale także oczekiwanie i jakiś dziwny niepokój. Jak bym przeczuwał, że zjawi się właśnie dziś. Podnoszę wzrok, bezwiednie spoglądam w głąb sali. Przy jednym ze stolików zasiada właśnie kilka nowych osób. Pośród nich natychmiast dostrzegam jej piękną twarz. Na chwilę, na krótki moment nasze spojrzenia spotykają się. Nie potrafię już patrzeć gdzie indziej, drży moje serce bo te oczy wydają mi się takie znajome. Błękitne jak niebo latem, przykryte aksamitem rzęs, promieniują tajemniczym ciepłem i nieokreśloną obietnicą.
Rozbiegają się moje myśli szukając wskazówki – gdzie już wcześniej
widziałem ten błękit oczu, gdzie widziałem tę piękną twarz, która utkwiła
w mojej pamięci tak bardzo? Ależ tak!!! To ucieleśnienie moich marzeń ,
to mój piękny sen, sen który gdy budzę się, za każdym razem pozostawia mi wrażenie jak gdybym czuł naprawdę na swoim policzku muśnięcia pachnących świeżością , rozwianych wiatrem, blond złotych włosów.
To nie sen – podpowiada serce, to spełniające się marzenie, to chwila której nie wolno stracić. Nie wiem co gram, serce mam pełne najpiękniejszej muzyki, wypełnia mnie do granic jakaś odurzająca radość. Całą duszą czuję niepowtarzalność sytuacji. Trwa zaczarowana chwila, nie widzę nic prócz jej pięknych oczu pełnych ciepła. Obserwuje mnie i zasłuchana uśmiecha się z daleka jakby odrobinę zdumiona.
Przelewam na klawisze burzę swych uczuć, tęsknotę i żar, cichą radość
i uwielbienie . Płynie w przestrzeń muzyka przejmująco sugestywna , pełna
poezji. Obdarowany jej zdumionym pytającym spojrzeniem
cichnę na moment szukając jeszcze innych nut. Szybciej bije mi serce kiedy
po chwili podchodzi do mnie – porusza się tak lekko, wręcz tanecznie, z gracją.
Pyta z nieśmiałym uśmiechem na drżących ustach ;
„Dlaczego tak patrzysz na mnie, nie spuszczasz ze mnie wzroku?
Co chcesz powiedzieć swoją muzyką i słowami poezji ? Gorąco mi się robi kiedy tego słucham. Czy my już się kiedyś spotkaliśmy?”
– Uświadamiam sobie w tej chwili, że wraz z muzyką płynie mój wiersz, którego słowa od zawsze tkwiły gdzieś we mnie , wiersz pełen najsubtelniejszej czułości.
– Szukam gorączkowo właściwej odpowiedzi , nie chcę jej niczym zrazić…
….ale patrząc w jej piękną twarz i nie mogąc oderwać oczu od błyszczących wilgocią słodkich ust mówię to co dyktuje mi serce.
Tak… spotkaliśmy się już nie raz, a właściwie to ja zawsze spotykam Ciebie kiedy zamykam wieczorem oczy. Jesteś moim najpiękniejszym snem, mieszkasz w moich myślach od lat. Tam po tamtej stronie spotykam cię co noc i tulę w ramionach aż do przebudzenia. Dziś zjawiasz się po raz pierwszy po tej stronie marzeń, więc oczarowany tobą i tą chwilą otwieram swoje serce dla ciebie. Oddaję ci moje oczy i wszystkie moje myśli, całą duszę wypełnioną poezją i muzyką po brzegi. Od dziś każdy dzień bez ciebie byłby dla mnie straconym, więc proszę nie znikaj tak jak rankiem sen po prześnionej nocy.
Dla ciebie cała poezja świata, dla ciebie wszystkie kwiaty ziemi, dla ciebie
muzyka z serca i słowa uwielbienia. Dla ciebie szelest tulących się do siebie
liści, cichy szmer strumieni, ptaki i chmury na niebie. Dla ciebie kropelki
letniego deszczu zmywającego kurz ze stóp, i słoneczne ciepłe
promienie. Dla ciebie cień pachnącego jaśminowego krzewu , miękkość traw dających wytchnienie i odpoczynek.
Dla ciebie też ja i moja czysta miłość, na zawsze , na wieki.
Czy weźmiesz mnie i moje serce?
Weź proszę moją muzykę, weź poezję, przytul do siebie moją tęsknotę w nich zawartą i przyjmij miłość…
AB.

Reklamy

Bo miłość mój drogi to:

To chcieć czynić drugiego wolnym, a nie uwodzić go,
to uwolnić go z jego więzów, jeśli pozostawał więźniem,
Aby on także mógł powiedzieć: „kocham ciebie”,
nie będąc do tego zmuszonym nieposkromionymi pragnieniami.

Kochać to wejść do drugiego, jeśli otwiera tobie
bramy swego tajemniczego ogrodu, po drugiej
stronie okrężnych dróg, kwiatów i owoców
zrywanych na skarpie,
Tam, gdzie zadziwiony potrafisz wyksztusić:
to „ty”, moje kochanie, ty jesteś moją jedyną…

Kochać to chcieć ze wszystkich sił dobra drugiej
osoby nawet z pominięciem siebie, to czynić
wszystko, by ona wzrastała i rozwijała się
Stając się z każdym dniem człowiekiem jakim
być powinna a nie takim, jakiego chciałbyś ukształtować
według swoich marzeń.

Kochać to ofiarować swoje ciało, a nie zabierać
ciała drugiej osoby, lecz przyjąć je gdy daje siebie,
To skoncentrować siebie i wzbogacić, aby
ofiarować ukochanej całe swoje życie skupione w
ramionach twojego „ja”, co znaczy więcej niż
tysiące pieszczot i szalonych uścisków,

Kochać to ofiarować siebie drugiej osobie, nawet
jeśli ona przez moment się wzbrania
To dawać nie licząc tego, co inny ci daje,
płacąc bardzo drogo, nie domagając się zwrotu.

Największa miłość wreszcie to przebaczyć, gdy
ukochana niestety odchodzi, usiłując oddać
innym to, co przyrzekła tobie.

Kochać to zastawić stół, aby przy nim zasiadł twój
gość i nie sądzić, że możesz obejść się bez niego,
Ponieważ pozbawiony żywności, jaką on ci przynosi,
na twoje świąteczne przyjęcie nie postawisz
dań królewskich lecz tylko suchy chleb biedaka.

Kochać to wierzyć drugiej osobie i ufać jej,
wierzyć w jej ukryte siły, w życie które posiada,
jakiekolwiek byłyby kamienie do usunięcia dla
wyrównania drogi.

To zdecydować się rozsądnie i odważnie wyruszyć na
drogi czasu, nie na sto, tysiąc czy dziesięć
tysięcy dni, ale na pielgrzymkę, która się nie skończy,
bo jest pielgrzymką, która trwać będzie ZAWSZE.

Powinienem ci to powiedzieć, aby oczyścić twe
marzenia, że kochać to zgodzić się na cierpienie,
śmierć sobie samemu, aby żyć i ożywiać,
Ponieważ tylko ten, kto może bez bólu zapomnieć
o sobie dla drugiego, może wyrzec się życia dla
siebie tak, żeby nie umarło w nim cokolwiek z niego.

Kochać wreszcie to jest to wszystko, o czym
powiedziano i jeszcze więcej,
Bo kochać to otworzyć się na nieskończoną MIŁOŚĆ,
to pozwolić się kochać, być przejrzystym
wobec tej MIŁOŚĆI, która zawszę w porę.

To jest, o wzniosła Przygodo, pozwolić Bogu
kochać tego, którego ty w sposób wolny
decydujesz się kochać!

Michael Quist

A to znalazłam gdzieś w Internecie także z góry zaznaczam iż to nie ja jestem autorką..

Anula miała niespełna 16 lat, czarne oczy patrzące wciąż w daleką, nieznaną przestrzeń i kędzierzawe, długie włosy. Była najczęściej sama. Któregoś dnia poprosiła koleżankę Mariolę aby poszła z nią do kina. Kiedy przyszły, ujrzały przy kasie dużą kolejkę. Przy okienku stało kilku chłopców. „Pójdę i poproszę by kupili nam bilety”-powiedziała Anula do Marioli, „idiotka!”- powiedziała Mariolka. Anula zdecydowała się i podeszła do chłopców. Jeden z nich wziął pieniądze, Anula podając je spojrzała na jego twarz. „Boże! Jaki on ładny! Jakie ma piękne oczy! Stanęła obok i zagryzając usta patrzyła na chłopca, który kupił bilety i na Mariolę. Wreszcie stuknęła Mariolę w bok i powiedziała; „zobacz, czy on nie jest ładny?”. „Pierwszy raz widzisz takich facetów?”- spytała Mariola. Anula chciała jeszcze coś powiedzieć lecz w tej chwili podszedł też chłopiec z biletami. „Proszę”-powiedział podając najpierw Anuli a potem Marioli. „Pozwolisz,że się przedstawię- Jurek”- Anula podając mu rękę powiedziała swoje imię. „Wariatka!” wykrzyknęła Mariola „a moze Ty go znasz,że podajesz mu swoje imie?”- dodała. Chwilę jeszcze patrzyła z politowaniem na Anulę i odeszła. Jurek spojrzał na Anulę, ona na niego. Oboje zagryźli wargi z zamieszania, wtedy Anula przemówiła pierwsza „proszę Cię, wybacz,że moja koleżanka tak postąpiła”. „Głupstwo”- powiedział Jurek.
W sali było dużo ludzi, grali film pod tytułem „Człowiek w żelaznej masce”. Kiedy w drugiej części filmu Filipini zdjął maskę i zrozpaczony wałęsał się po celi Anula głośno westchnęła i rozpłakała się. „Ty płaczesz?”- zapytał Jurek, „nie”-powiedziała Anula starając uśmiechnąć się. Po skończonym filmie przystanęli na chwilę. „Czy mogę Cię odprowadzić”-spytał Jurek, „to zależy od Ciebie”- odpowiedziała.
Wieczór był ciemny, więc Jurek aby się nie przewróciła wziął ją pod rękę. Idąc Anula myślała o Jurku; „ma kręcone włosy i piękne, ciemne oczy, po prostu wymarzony chłopiec…” Niezauważyła kiedy doszli do domu. „Skąd Ty wiesz gdzie ja mieszkam”- spytała Anula romantycznie, „dla chcącego nic trudnego”. Po chwili Jurek zapytał gdzie i kiedy się spotkają. Anula chwilę myślała, po czym odpowiedziała; „jutro o 15 na moście”, „dobrze”- powiedział Jurek. Podała mu rękę na pożegnanie. „Już idę”- powiedziała… Jurek stał jeszcze przez chwilę, czekając aż Anula odejdzie, a później powiedział sam do siebie „POZNAŁEM Ją I COŚ PRZEŻYWAM. PRZEDE MNĄ NOWE ŻYCIE, PIERWSZE CHWILE SZCZĘŚCIA”.
Nazajutrz Anula nie mogła doczekać się trzeciej. Była zaledwie druga po południu jak wyszła z domu, wałęsała się w pobliżu mostu. Przystanęła nas wystawą, uśmiechnęła się do pajaców. W tej chwili ktoś delikatnie dotknął jej ramienia, obejrzała się, za nią stał Jurek. „Przelękłaś się…”- powiedział -„To tylko tak…niespodziewanie”. „Więc gdzie idziemy?”- zapytał. Poszli do parku, który wyglądał jak w bajce. Była zima. „jak tu bajecznie…Ale nie zawsze ładnie”- szepnął Jurek zdejmując śnieg z włosów Anuli. „A kiedy jest ładnie?”- zapytała, „Gdzie Ty jesteś Anulko, tam zawsze jest ładnie”- wyszeptał Jurek. Jakiś ptak potrącił gałązkę i na Jurka spadły płatki śniegu. Roześmiali się oboje, a śnieg teraz zaczął padać na dobre. POwoli zapadał zmierzch, niebo zrobiło się fioletowe. „Jest już późno. Muszę iść.”- powiedziała Anula. „Boisz się? Patrz jak pięknie świecą latarnie, Twoje rzęsy są prawie białe. POzwolisz,ze zdejmę z nich śnieg?”- spytał Jurek. Przysunęła się do niego i zamknęła oczy. „Już?”- „tak”- roześmiali się oboje. Po chwili Jurek zmienił temat rozmowy; „Czy wczoraj Twoja koleżanka Anulo nic nie mówiła”- zapytał, „czy chcesz bym jej zamknął buzię i żeby przestała Ci dokuczać?”- dodał. „Nie, nie rób tego!”- krzyknęła. „Dlaczego, przecież ja będę za to odpowiedzialny więc …cóż?”. „Nie, to wcale nie potrzebne. I tak przestanie.”- powiedziała. „Jeśli nie chcesz to nie”. Szli dalej w milczeniu. Gdy doszli do domu Anula gwałtownie podała mu rękę i odeszła.
Drzwi otworzyła jej młodsza siostra „cicho, Mariola opowiada coś mamie o Tobie”- powiedziała. Anula cicho podeszła do drzwi, przyłożyła ucho i suchała; „Ja wtedy odeszłam a ona została> potem widziałam jak ją odprowadzał”- mówiła Mariola. „Mój Boże! To nawet matce się nie przyzna! A niech tylko przyjdzie, to ja jej wyłożę kazanie!”- powiedziała matka Anuli. „Niech tylko pani nic nie mówi,że to ja powiedziałam”- prosiła Mariola. W tej chwili Anula otworzyła drzwi. Matka spojrzała na córkę surowym wzrokiem- „tym lepiej,że jesteś. Od jutra ani na krok”-powiedziała i wyszła a za nią Mariola. Anula usiadła na tapczanie i rozpłakała się. „Nie ruszaj mi się z miejsca”-powiedziała matka wychodząc. Do pokoju wsunęła się Joasia- siostra Anuli i zaczęła ją pocieszać lecz zawołała ją matka. Anula mimo woli spojrzała na wychodzącą siostrę. Wzrok jej zatrzymał się na stole, gdzie leżała kartka napisana przez Mariolę; „WICHER POłAMAł SERCE ROśLINNE A CHłOPIEC ZłAMAł SERCE DZIEWCZYNIE, KWIATY ODżYJą, KIEDY MAJ WRóCI- SERCE ZłAMANE NIGDY NIE WRóCI”.
Była środa po południu. Anula biła pięściami w stół i krzyczała „puść mnie mamo!” ale mama była nieubłagalna. Zamknęła Anulę w pokoju i nie myślała puścić. Anula siedziała pogrążona w rozpaczy. Wtedy przyszedł jej do głowy pewien pomysł. Puściła się z balkonu po rynnie i szybko oddaliła w stronę mostu. Spostrzegła z daleka Jurka i krzyknęła kiwając do niego. Niereagował na to, nawet, gdy podbiegła blizej- zdjął rękawice i przywitał się, „Spóźniłam się, przepraszam”- powiedziała. „To nic”- odpowiedział Jurek. „Ja już muszę iść. Jeszcze dziś wyjjeżdżam na stałe do radomia”- powiedziawszy to odszedł. „Jurek, Jurek!”- krzyczała Anula lecz on się nie obejrzał. Na obliczu Anuli zamarzły łzy, ręce zsiniały, usta zbladły, czuła, jakby zsuwała się w nieznaną przestrzeń.
Ludzie przechodzili ale nikt nie zwrócił uwagi na postać leżącą koło mostu, coraz bardziej przysypaną śniegiem. Podrózny idąc zaczepił walizką o ciało Anuli, odrzucił śnieg z twarzy dziewczyny. Przyjechało pogotowie i zabrało ją do szpitala. Długo leżała Anula nieprzytomna. Pewnego dnia przyszli do niej rodzice i siostra Joasia, „Panie doktorze, czy naprawdę nie ma ratunku?”-spytała matka. „Zobaczymy”- odpowiedział lekarz, po czym zwrócił sie do Anuli; „Panno Anulo, czy sie Pani coś śniło?” Uśmiechnęła się. Grono lekarzy pochyliło sie nad majaczącą dziewczyną. „Podły Jurek! Mamo puść mnie! O Boże!”- zerwała się z łóżka (…) Długo jeszcze leżała Anula w szpitalu. Wyleczono ją lecz już nikt nie widział uśmiechu na jej twarzy. Zbliżały się wakacje. Matka postanowiła wysłać Anulkę do krewnych, do Radomia, dziewczyna opierała się ale musiała jechać. Jadąc pociągiem jakiś chłopiec ustąpił jej miejsca- spojrzała na niego i pierwszy raz od dawna uśmiechnęła się. Na stacji czekał na nią kuzyn. Mirek zobaczywszy ją zawołał; „Anulo, jaka Ty jesteś ładna!”. „Czy wszyscy zdrowi?”-szybko spytała chcąc zmienić temat rozmowy. Kiedy przyszli do domu, ciocia bardzo była ucieszona z jej przyjazdu. „Mój Boże, zebym miała taką córkę”- westchnęła. Wieczorem gdy już wszyscy spali, do jej pokoju wsunął sie kuzyn Jacek, kochający się w Marioli, dlatego też prosił Anulę aby mu coś o niej powiedziała. „Głupstwo. O Mariolę nie pytaj. Powiem Ci jedno- jest podła. czy Ty naprawdę sie niej kochasz??”- zapytała Anula. „Dziewczyna ładna ale do kochania za dumna”- dodała patrząc w okno Anula. Jacek spojrzał poważnie na nią, potem powiedział „wiesz, ja mam kolegę, który kocha jakąś dziewczynę, która mieszka bardzo daleko”. „A jak ma na imię Twój kolega”-zapytała Anula, „Jurek”-usłyszała. „Jacek, musisz wiedzieć,że każdy Jurek kocha szczerze ale obłudnie”- wydusiła. Jacek nic nie odpowiedział, wychodząc w drzwiach dodał „jutro porozmawiamy”.
„Czy Jacek jest kolegą Jurka”- zadawała sobie pytanie Anula. Długo się jeszcze nad tym zastanawiała i usnęła. Nad ranem Jacek przyszedł do niej , lecz gdy zobaczył,że spi- cofnął sie. Gdy Anula wstała ciocia poprosiła ją do ogrodu, tam czekał na nią Jacek. Szybko zbiegła ze schodów i zobaczyła,że Jacek nie jest sam, obok niego siedział Jurek. Anula cofnęła się i odeszła. PO chwili podszedł do niej Jacek, „znasz mojego przyjaciela?”- „znam”-odpowiedziała. „Gdy stanęłaś w drzwiach uśmiechnął sie, gdy odeszłaś-spuścił głowę i cicho powiedział „Anula”.
Po obiedzie Anula poszła za miasto, nad staw. Zapatrzyła się na wodę i na chwilę zamknęła oczy, lekki wiatr powiewał jej twarz od słońca, nagle poczuła na ramieniu czyjąś dłoń. Odwróciła się i ujrzała Jurka. „Anulko…”, „A jak odjeżdżałeś byłeś taki obojętny”- powiedziała Anula, a w oczach jej zabłysły łzy. Jurek usiadł obok niej, w końcu powiedział „czy Ty naprawdę mna pogardziłaś?” Serce jej topniało… Rzekła wzajemną miłoscią ” Nieprawda. Mam na mysli Twój odjazd i chłodne pożegnanie”. „Anulo wierz mi,że cierpiałem bardzo, miałem w sercu ogromny ból od tego czasu. Ty inaczej to rozumiesz i czujesz pogardę dla mnie Anulo”- ujął jej twarz w swoje ręce i popatrzył w jej oczy , nie mógł nic więcej powiedzieć prócz imienia swojej ukochanej dziewczyny- „Anulo”. Pozwoliła mu się przytulić, potem wzięła jego twarz w swoje ręce i zapytała „czym jestem dla Ciebie Jureczku?”. Gdy to powiedziała ujrzała w jego oczach łzy. „Jesteś moją miłością, dla mnie jesteś Anulo…wszystko. Anulo nie mogę bez Ciebie żyć, Kocham Cię.” „Co ty mówisz”-przeraziła się Anula, „nie wierzysz kochanie?”-zapytał. Anula położyła głowę na jego ramieniu i gładziła jego włosy, zdawało jej się,że świat przybiera inną barwę. Jurek odprowadził Anulę do domu. Jacek stojący w furtce obserwował ich uważnie. „Muszę Ci coś powiedzieć”-rzekł do Anuli- „dowiedziałem się czegoś o Jurku. Otóż Jurek skłamał kilka dziewcząt, mówiąc,że je kocha. Jest fałszywy.” Anula oniemiała. Na drugi dzień Anula wyszła nieco wcześniej, Jurek juz czekał na nią, miał tyle radości w sercu… „Muszę juz iść ale przed tem muszę Ci coś powiedzieć OSZUśCIE” i opowiedziała dokładnie to, czego dowiedziała sie od Jacka. Słowa te działały na Jurka piorunująco. „Anulo, Anulo…-przestań”- prosił. „Do widzenia, zapomnij o mnie, że mnie kiedyś znałeś…lecz ja nie zapomnę.” Mówiąc to odeszła pozostawiając oszołomionego Jurka. „Anulo, Anulo..”-szeptału jego blade usta. Podniósł się i szedł przed siebie, nie do domu lecz na strych. Wyjął kartkę, ołówek i zaczął pisać po raz ostatni do Anuli i rodziców;
„Rozpacz żalem serce me targa- gdzie mam swe serce kryć? Na ustach wzbiera się skarga- ja nie chcę juz dłużej żyć. Nie miłe mi słońce, ni niebo, nie miły mi świat ani kwiat, nic do życia mi nie trzeba- cóż cały świat ten jest wart? Niechaj przeklęci będą Ci ludzie, którzy pragnęli mojej śmierci. Chcę umrzeć, o tym marzę- może ludzie będą tam lepsi. O Boże- daj mi choć raz lekko odetchnąć i umrzeć. Jak wielkie jest moje cierpienie, jak młody jestem przecież. I odejdę z ostatnim tchnieniem… Żegnaj obłudny, piękny świecie, żegnajcie moi rodzice kochani i dziewczyno. Zegnaj moja Anulko kochana. Kochający Cię zawsze i dla Ciebie poświęcający swe życie- Jurek.
A jednak Anulko słuchałaś kłamstw.
ANULO.”
I z tym imieniem rzucił się z dachu na ziemię. Znajomi znaleźli ciało chłopca i zanieśli do domu. Zrozpaczona matka rwała włosy i gryzła paznokcie. Twarz jego była śliczna, a usta zdawały się nosić imię „Anulo.” Pogrzeb chłopca był straszny, matka krzyczała w niebogłosy, nawet próbowała wskoczyć do mogiły, zemdlała. Ludzie patrzyli ze współczuciem na cierpiacą matkę. Obok niej stał ojciec, po jego policzku spływały łzy. Grób tonął w kwiatach. Tymczasem Anula o niczym nie wiedząc szalała z Jackiem i Mirkiem. Któregoś dnia Jacek przypomniał sobie o Jurku. „Dlaczego on do nas nie przychodzi?”- myślał. „Wiesz, pójdę do niego”- powiedział Jacek do Anuli, ona zgodziła się. Wesoły nastrój popsuł powrót Jacka, który rzucił się na ławkę i zaczął płakać. „Jurek….Jurek…nie żyje. Zabił sie, gdy mu o tym wszystkim powiedziałaś.” Anula pobladła, nie mogła w to uwierzyć. „Boze, co ja narobiłam!”
Po południu poszli na cmentarz. Długo błądzili zanim znaleźli grób Jurka. Na grobie stał pomnik ze zdjęciem Jurka- chłopca o pięknych, marzących oczach i kędzierzawych włosach. Przystanęli, Anula długo patrzyła na twarz swej pierwszej miłosci. Tuż obok zdjęcia było napisane;
JERZY SZKLARSKI żYł LAT 18-NAśCIE
ZGINął śMIERCIą TRAGICZNą
25.07.60r. w KWIECIE MłODOśCI
ODSZEDł OD NAS NAJDROżSZY SYN
PRZECHODNIU, POCHYL GłOWę, A ULżYSZ CIERPIENIOM MOIM
Anula upadła na kolana, była przerażająco blada. Rzuciła sie na płytę pomnika, w sercu wydał się jej krzyk. Jacek podniósł ją, „to już nie ma sensu”-powiedział. W tej chwili Anula żałowała tych słów, które były przyczyną śmierci Jurka. Dopiero teraz zrozumiała jak drogi był dla niej ten chłopiec, którego juz nigdy nie zobaczy. Zbliżał sie koniec wakacji i koniec pobytu w Radomiu. Po raz ostatni Anula poszła na grób ukochanego, zobaczyła tam kobietę ubraną na czarno. była to matka Jurka. Anula uklękła obok niej i zapytała; „czy pani znała tego chłopca?”, „jestem jego matką”- odpowiedziała kobieta. W tej chwili zaniosły się od płaczu, potem usiadły na ławce. „Czy znała Pani mego syna? ty pewnie jesteś Anula”, „skąd pani wie?”- zapytała dziewczyna. „Znalazłam w kieszeni syna kartkę, wiersz do Anuli.” Anula ujęła rękę kobiety i płakała. „Co Ci jest moje dziecko?”- „Nic proszę Pani…Czy Pani ma te kartkę?”. „Wiec to Ty jesteś Anula”-kobieta przyciągnęła ją do siebie. „O Tobie mi Jurek opowiadał”, „On mnie przecież dobrze nie znał”-powiedziała Anula, „Myslisz sie kochanie. Jurek….”-niedokonczyła i rozpłakała się, podając Anuli kartkę. „Czy Pani mi to daje na zawsze?”- zapytała dziewczyna. „Możesz sobie to zatrzymać Anulo. Mój biedny Jurek kochał Cię bardzo. Przyjedź kiedyś do nas”.Szklarska odeszła, Anula zamysliła się- „to ja byłam przyczyną jego śmierci, przeze mnie zginał. Jaka ta miłość wstrętna a ludzie podli”- przyłożyła twarz do kamienia. „Jak trudno się rozstać z kimś drogim w sercu”- cofała się wziąż patrząc w Jurka zdjęcie, aż grób się stał maleńki. Potknęła się o coś i upadła na drzewo, nie podniosła się, po policzku spływały jej łzy. Do domu wróciła późno, musiała wyjeżdżać… Na stację odprowadził ją Jacek. Stanęła na stopniach pociągu i pożegnała się z nim. Z okna posłała mu pocałunek. Powoli zapadł zmrok, w pewnym momencie Anula wstrząsnęła się od płaczu, wszyscy na nią patrzyli, zaczęła przeciskać się do wyjścia. „Bezczelność tak się pchać!”- powiedział jakiś mężczyzna. „WIEM, JESTEM BEZCZELNA I DLA TAKICH JAK JA NIE MA MIEJSCA NA ŚWIECIE”. W tej chwili pociąg wjechał na most. Anula z rozmachu otworzyła drzwi i wyskoczyła. Pasażerów ogarnął dreszcz. Usłyszano jeszcze jedno słowo z jej ust, z jakim rzuciła się w objęcie śmierci- „Jurek”. Kilkanaście kroków od pociągu leżało ciało Anuli.
ZGINĘLI OBOJE
„MIŁOŚĆ JEST OKRUTNA”

Najpiękniejsze serce

„Pewien młodzieniec chwalił się że ma najpiękniejsze serce w dolinie. Chwalił się nim na rynku i zebrał się ogromny tłum by je podziwiać bowiem było w swym kształcie perfekcyjne. Nie miało żadnej skazy, było przepiękne, gładkie i błyszczące. Biło bardzo żywo. Chłopak krzyczał na cały głos że nikt nie ma piękniejszego serca od niego i wszyscy mu potakiwali bowiem jego serce było idealne.

Jednak w pewnym momencie jakiś strzec z tłumu krzyknął: Dlaczego twierdzisz że twoje serce jest najpiękniejsze skoro moje jest o wiele piękniejsze od twojego.

Młodzieniec bardzo się zdziwił słysząc te słowa a potem spojrzał na serce starca i się zaśmiał. Serce starca biło bardzo żywo, być może nawet żywiej od serca młodzieńca ale było to serce poorane rozlicznymi bruzdami, serce w którym było wiele brakujących kawałków. Wiele tez w nim było kawałków które do tegoż serca nie pasowały. Było to serce brzydkie które w żaden sposób nie mogło się równać z nieskazitelnym sercem młodzieńca. Chłopak zapytał się dlaczego starzec uważa że jego serce jest piękniejsze skoro wszyscy widzą, że nie jest ono nawet w części tak piękne jak jego własne serce.

Wtedy starzec rzekł, że w życiu nie zamieniłby tego serca na serce młodzieńca. Powiedział też aby młodzieniec spojrzał na jego serce i wskazując na blizny rzekł.

Widzisz te blizny i brakujące kawałki. Nie ma ich tu dlatego, że ofiarowałem je z miłości dla wielu osób a niesie to ryzyko bo często się zdarza, że sami ofiarowujemy uczucie dla innych , ale oni nie dają nam nic w zamian.

Stąd te blizny bo choć dałem im cześć swojego serca, oni nie dali mi nic. Jeśli natomiast spojrzysz uważnie dostrzeżesz, że wiele kawałków do mojego serca niezupełnie pasuje. Są to kawałki serca innych, które oni mi ofiarowali i które znalazły stałe miejsce w moim sercu.

Dlatego moje serce jest piękniejsze od twojego. Natomiast te bruzdy, które widzisz zrobili ludzie nieczuli, ludzie, którzy mnie zranili.

Wtedy młodzieniec spojrzał na starca, zrozumiał i zapłakał. Potem wziął kawałek swojego przepięknego serca i ofiarował go starcowi, a starzec zrobił to samo.

Padli sobie w ramiona i rozpłakali się po czym odeszli razem w wielkiej przyjaźni. Młodzieniec włożył część serca starca do swojego serca w miejsce brakującego kawałka który dał starcowi. Ten nowy kawałek pasował tam, choć nie idealnie, co zmąciło doskonałą harmonię serca młodzieńca.

Nigdy jednak wcześniej serce młodzieńca nie było tak piękne jak w tym momencie i młodzieniec dopiero teraz to zrozumiał.

Jak zrozumieć sens słów, które nie padły, ze strachu, że mogą coś zepsuć…?

„Był sobie ptak obdarzony parą doskonałych skrzydeł o bajecznie barwnych piórach, stworzony do swobodnego szybowania w przestworzach, ku radości tych, którzy obserwowali go w locie.
Pewnego dnia ptaka tego zobaczyła młoda kobieta i zakochała się w nim bez pamięci. Serce jej mocno zabiło, oczy zalśniły z zachwytu, gdy patrzyła, jak z gracją szybuje po błękitnym niebie. Ptak poprosił ją, by mu towarzyszyła, i polecieli razem w pełnej harmonii. Kobieta podziwiała, czciła, wielbiła ukochanego ptaka.
Lecz pewnego dnia pomyślała: „A może on zechce odkryć dalekie krainy, poznać odległe zakątki świata?”. I przestraszyła się własnych myśli. Przestraszyła się, że już nigdy nikogo tak mocno nie pokocha. I obudziła się w niej zazdrość o to, że ptak umie latać.
Poczuła się samotna.
„Zastawię na niego pułapkę- pomyślała.- Następnym razem, gdy się pojawi, już ode mnie nie odleci”.
Ptak, który również był bardzo zakochany, przyfrunął do niej nazajutrz. Wpadł do klatki i nie mógł się już z niej wydostać- stał się więźniem.
Kobieta napawała się jego widokiem. Był przedmiotem jej gorącej miłości, pokazywała go przyjaciółkom, które wzdychały: „Naprawdę cudowny! Jaka jesteś szczęśliwa!”. Jednak z biegiem czasu zaszła w niej zadziwiająca przemiana: ponieważ ptak stał się jej własnością i nie musiała już go zdobywać, przestał ją interesować. A on nie mogąc już latać, z dnia na dzień pogrążał się w coraz większym smutku, pióra mu wyblakły, skrzydła opadły- a kobieta zwracała na niego uwagę tylko wtedy, kiedy przynosiła mu jedzenie.
Pewnego dnia, gdy podeszła do klatki, okazało się, że ptak jest martwy. Wpadła w rozpacz i odtąd ani na chwilę nie przestawała o nim myśleć. Ale nie pamiętała o klatce, pamiętała tylko dzień, kiedy ujrzała go po raz pierwszy, jak szybował wysoko w obłokach, swobodny i szczęśliwy.
Gdybym mogła przyjrzeć się sobie samej, zrozumiałabym, że tym, co tak naprawdę wzruszało ją w ukochanym, była jego wolność, ciekawość świata, energia jego silnych skrzydeł.
Utraciła sens życia i śmierć zapukała do jej drzwi.
-Czemu przyszłaś?- zapytała ją udręczona kobieta.
-Abyście mogli być znów razem- odpowiedziała śmierć. –Gdybyś pozwoliła mu odlatywać i wracać, kochałabyś go i podziwiała do dzisiaj. Teraz jestem ci potrzebna, byś mogła go odnaleźć…”